O walorach mistrza Heweliusza, dobrym klimacie na murale w Gdańsku i równowadze, która zadowoli wszystkich, opowiada – Sebastian Bożek, artysta krakowski, absolwent Wydziału Malarstwa Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie, pracownik naukowy Wydziału Sztuki Uniwersytetu Pedagogicznego w Krakowie. Artysta wygrał konkurs i właśnie na bocznej ścianie nowego budynku PAN Biblioteki Gdańskiej przy ul. Wałowej 24 maluje mural jubileuszowy wyobrażający Jana Heweliusza.

W pracy wspierają go: Katerina Bisharieva – studentka Akademii Sztuk Pięknych w Gdańsku, specjalizująca się w malarstwie ściennym, trudniąca się muralami od siedmiu lat, która ma już na swoim koncie realizacje w Ukrainie, i Olgierd Szopiński – studiujący wzornictwo w Akademii Sztuk Pięknych w Gdańsku, który z pasji i wyboru zajmuje się malowaniem murali i z tym wiąże swoją przyszłość, realizował już projekty w Chojnicach, na Dolnym Śląsku i w Bydgoszczy.

Rozmawia Marta Pawlik-Flisikowska z PAN Biblioteki Gdańskiej.

Autor muralu – Sebastian Bożek (w środku) i jego team – Katerina Bisharieva i Olgierd Szopiński                                                                 Fot. Marta Pawlik-Flisikowska

 

Słyszał pan kiedyś wcześniej o Heweliuszu?

– Tak, miałem okazję odnosić się do Heweliusza w poprzednich projektach. W ramach przedsięwzięcia Gdańskie Fasady od Nowa w 2018 roku zrealizowałem projekt na Głównym Mieście w Gdańsku przy ulicy Ogarnej 22/23, gdzie w sposób symboliczny, nie dosłowny, odniosłem się do „Selenografii”. Chciałem teraz odwołać się do Heweliusza w inny sposób, zwłaszcza że w zbiorze inspiracji pojawiły się grafiki i obrazy.

 

Co pana uwiodło w tej postaci?

– Był to człowiek renesansu. Ta postać pokazuje, jak ważnym miejscem na mapie kultury i nauki był Gdańsk. Z perspektywy Krakowa, bo jestem artystą z Krakowa, jest bardzo ciekawe odkrywać te wszystkie historyczne rzeczy. Obserwacja Księżyca w XVII wieku i umiejętność opisania jego struktury to jest coś fascynującego. Myśląc o Heweliuszu, nie traktuję go tylko jako ikony Gdańska, ale też inspirację. Sięgał dalej, wyżej, ale był też człowiekiem z krwi i kości, na przykład prowadził browar. To akurat jest bardzo śmieszne i fajne równocześnie. Nawet więc tego typu skojarzenia krążyły mi w głowie, plus oczywiście ikonografia portretów mieszczan gdańskich czy ten słynny obraz, portret pędzla Daniela Schulza.

 

Mural ma 180 metrów kwadratowych powierzchni, ile godzin zajmie panu namalowanie go?

– Jak to przeliczyć? Raczej… ile dni? Pracujemy od piątku. Pierwszy dzień poświęciliśmy na zrobienie rysunku. Wszystko zależy od tego, jak mural jak skomplikowany. Rysunek robimy przy użyciu rzutnika, kartonów i szablonów. Karton pozwala narysować szczegóły, na przykład rękę, wszystko to, co wymaga precyzji. Projektor pod tym względem jest trochę ryzykowny, robi się projekcję w nocy, może coś się odkształcić. Każdy projekt jest inny, każdy wymaga indywidualnego podejścia na poziomie projektowania i na poziomie wykonania. Założyliśmy na wykonanie 10 dni. Staramy się trzymać rytmu ośmiogodzinnego.

Z Kateriną mieliśmy już okazje współpracować przy jednym projekcie.

Ile litrów farby zużyjecie podczas pracy?

– Wcale nie aż tak dużo, jakby się mogło wydawać. Szacunkowo 17 pojemników po 2,5 litra plus 3 po 5 litrów, czyli około 57 litrów. To też zawsze jest indywidualna sprawa, tu elewacja jest dość gładka i nowa. Dużo farby nie schodzi.

To ściana zachodnia, przez kilkanaście lat mural nie powinien ulec zmianom. Wiele zależy od warunków atmosferycznych, ale farby fasadowe mają dość dużą trwałość.

 

Podobno konserwator apelował o stonowanie kolorystyki?

– Te rozmowy z konserwatorem to jest też ciekawa lekcja. Ma się pomysł, projekt zostaje wybrany, ale pozostaje jeszcze kolejna instancja, kolejna osoba, która coś może dopowiedzieć.

Jednak ja mam takie podejście do pracy w przestrzeni miejskiej, że to musi być zawsze kompromis. Efekt zostaje na lata, więc zleceniodawca, opinia publiczna, a nawet nadzór konserwatorski muszą być zadowoleni.

 

Jak się panu pracuje w Gdańsku?

– W Gdańsku pracuje mi się bardzo dobrze, gdyż trafiam tu na ludzi, którzy rozumieją temat, interesują się muralami, umieją je wykonywać. To fajny grunt do robienia tego typu rzeczy. A w Akademii Sztuk Pięknych działa pracownia profesora Jacka Zdybla, myślę, że warto to podkreślić, Katerina u niego studiuje. W Krakowie paradoksalnie jest trudniej.

 

To na koniec – o czym myśli pan Heweliusz, gdy tak patrzy na nas z góry?

– Wydaje mi się, że patrzy na zmieniającą się ulicę Wałową, która odżywa w szybko rozwijającym się Gdańsku. Patrząc na Gdańsk i na gdańszczan, wysyła ważny komunikat, żeby się rozwijać, żeby być twórczym, mieć otwarty umysł. On jako człowiek łączył różne wątki kulturowe, polskie, niemieckie, flamandzkie.